…do lepszych wyników

Przez starty do lepszych wyników

Czternaście długich i kilka krótszych biegów na orientację, dwa ultramaratony, kilka zawodów na 10 kilometrów i krótszych imprez, dwa półmaratony — start częściej niż raz na dwa tygodnie. Szaleń­stwo? Niekoniecznie. To może być sposób na mobilizację do biega­nia. Sęk w tym, by nie wszystkie starty traktować super poważnie, a po prostu poczuć atmosferę, dać się ponieść w biegu.

Dziewczyny, na start! To nie żarty. Naprawdę nie ma się co wsty­dzić nóg, pupy czy tego, jak się biega. Przecież inni podejmują tak duży wysiłek, że nie zwracają uwagi na takie drobiazgi. A jeżeli jednak zwra­cają, to tylko dlatego, że Twoje nowe ciało budzi podziw. Nie patrzyli­by przecież, gdyby im się nie podobało. Boisz się, że będziesz na koń­cu? Im większy bieg, tym mniej jest to prawdopodobne. A nawet jeżeli tak się stanie, dostaniesz oklaski równie wielkie jak ten, który ukończył bieg jako pierwszy. I słusznie, bo Twój wysiłek, żeby ukończyć pierw­sze zawody, jest o wiele, wiele większy niż wysiłek tego, który na metę dobiega jako pierwszy. Dla niego to pewnie n-ty start — po prostu wstał i pobiegł. Ja sama, chociaż w pieszych maratonach na orientację plasuję się zwykle w pierwszej połówce, w biegach górskich i szybkich biegach na orientację zajmuję z reguły miejsca z końca stawki. Ale to świetna zabawa i nie potrafię sobie odmówić.

Starty można też traktować treningowo. Zapisując się i płacąc nawet symboliczne wpisowe, trudno potem powiedzieć sobie: „Do­bra, dziś nie robię, może jutro”. Po prostu trzeba jechać na start i biec. A przebyte kilometry po cichutku trafiają do biegowego dzienniczka.

Jeżeli więc miewasz problemy z motywacją do treningu, spróbuj wyznaczyć sobie cele w dalszej perspektywie — powybieraj zawody i pozapisuj się na nie. Nie zapomnij wszystkiego opłacić!

Jeżeli umiejętnie — z uwzględnieniem przerw na odpoczynek, czyli tak, aby imprezy nie następowały zbyt szybko po sobie — za­planujesz swój biegowy kalendarz, masz ogromne szanse na postępy! Ja właśnie w ten sposób zaczęłam biegać. Najpierw jesienią zapi­sałam się na pierwszą miejską „dychę” i zaczęłam trenować w ostat­niej chwili. Potem zastawiłam na siebie kolejne pułapki: kolejna miej­ska „dycha” nieco ponad miesiąc później, a następnie jeszcze dziesięć kilometrów w lesie. Wszystkie te starty od razu szybko opłaciłam, żeby nie mieć już możliwości wycofania się. I zadziałało! Przez całą jesień i zimę trenowałam bieganie, bo w głowie ciągle miałam nad­chodzące zawody i to, jakie czasy chcę na nich osiągnąć. Wszystkie wypaliły. Nawet gdy na początku zimy odmroziłam sobie policzki i nie mogłam już biegać na dworze, nie poddałam się. Razem z kole­żanką zapisałyśmy się na siłownię i trenowałyśmy na bieżniach, przy okazji wykonując ćwiczenia ogólnorozwojowe. Chodziłyśmy tam trzy – cztery razy w tygodniu, zabierałyśmy empetrójki ze słuchaw­kami i biegałyśmy niczym chomiki w kołowrotku.

Mądrze startować

Jako poważny cel wybierz sobie jeden – dwa biegi. Resztę potraktuj tre­ningowo. Oczywiście trudno będzie Ci pewnie nie wyprzedzać konku­rencji przed samą metą, ale postaraj się nie dawać z siebie wszystkiego na takich „treningowych” zawodach. Ja dzięki podobnym startom nie przestaję biegać. Jeżeli w weekend odbywa się bieg, na który jestem zapisana, nie ma zmiłuj — kończy się szukanie wymówek i kombino­wanie. Po prostu trzeba ruszyć się i pobiec. Możesz wtedy przetestować jedzenie na trasie, lepiej dobrać ubranie i przygotować wszystko na wła­ściwy start, czyli ten, na którym najbardziej w sezonie będzie Ci zale­żeć. Do tego rozwiążesz wszelkie dylematy logistyczno-fizjologiczne: jak dojeżdżać na zawody, co jeść na śniadanie i jak długo przed biegiem, czy służy Ci kawa, w którym momencie korzystać z toalety i jakie ubranie zabierać ze sobą na metę. Przetestujesz, ile czasu potrzebujesz na po­szczególne czynności. Dzięki temu do Najważniejszego Startu będziesz idealnie przygotowana. Po prostu… przyjedziesz i wystartujesz. Tylko tym razem dasz z siebie wszystko.

Wybierz zawody dla siebie

Jeżeli nie lubisz biegać po asfalcie, wybieraj zawody, które są roz­grywane w terenie — po trasach trailowych albo na orientację.

Do sprawdzenia swoich możliwości wybieraj „asfalty”.

Jeżeli nie jesteś pewna, czy dasz radę pobiec na dłuższym dy­stansie, spróbuj sił w zawodach z mapą. Tutaj nie musisz ciągle biec — to bardziej wycieczka, w której będziesz podbiegać.

Jeżeli wybierzesz zawody, które odbywają się blisko znanych Ci miejsc, w czasie biegu będzie Ci łatwiej zorientować się, gdzie jesteś i ile kilometrów zostało do mety.

Spróbuj zmobilizować znajomych, aby wystartowali razem z Tobą. Prościej jest wtedy zadbać o wszystko na miejscu, po­trzymać sobie nawzajem drzwi do toalety czy popilnować rze­czy, jeżeli zajdzie taka potrzeba.

Tekst pochodzi z książki Katarzyny Karpy pt. Dziewczyny, na start! (Helion, 2015)

Dziewczyny, na start!

Dziewczyny, na start! (Helion, 2015)

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii do biegu. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>